Zrozumieć swoje wewnętrzne dziecko – jak praca z nim pomaga w terapii?

wewnetrzne-dziecko
Nie trzeba się interesować psychologią, żeby usłyszeć hasło „wewnętrzne dziecko”. Dla niektórych to brzmi zbyt ezoterycznie, dla innych - zbyt dziecinnie. Jest to jednak znaczące uproszczenie, ponieważ koncepcja ta należy do jednej z najbardziej poruszających i jednocześnie praktycznych obszarów pracy psychoterapeutycznej.

Nie trzeba się interesować psychologią, żeby usłyszeć hasło „wewnętrzne dziecko”. Dla niektórych to brzmi zbyt ezoterycznie, dla innych – zbyt dziecinnie. Jest to jednak znaczące uproszczenie, ponieważ koncepcja ta należy do jednej z najbardziej poruszających i jednocześnie praktycznych obszarów pracy psychoterapeutycznej.

Mówienie o tym nie jest żadną modą. Wewnętrzne dziecko to po prostu ta część nas, która kiedyś naprawdę była dzieckiem.
Ma w sobie jego pamięć, emocje, radość, ból, lęki i potrzeby – często niespełnione.

Niektórzy z nas dawno temu się od niego odcięli, bo nie było bezpiecznie czuć, mówić, potrzebować. Więc wewnętrzne dziecko… zostało w środku.
Zamknęło się w sobie jak w pokoju bez klamki. I dopiero w terapii niektórzy zaczynają słyszeć jego głos. A czasem ten głos… wrzeszczy przez dorosłe decyzje, lęki, powtarzające się schematy.

Kim jest to „wewnętrzne dziecko”?

Nie chodzi o literalne „dziecko w nas” jak z filmu science fiction. Chodzi o część psychiki, która zawiera emocje, potrzeby i przekonania z dzieciństwa, które nie zostały przeżyte, nazwane, utulone.
To ten głos, który czasem mówi:

  • „Zobacz mnie!”
  • „Dlaczego znowu mnie zostawiają?”
  • „Nie zasługuję.”
  • „Boję się, ale nikt mnie nie słyszy.”

Czasem to też ten głos, który chce się bawić, zachwycać, tańczyć, płakać.
Tylko… nie ma już kto go przyjąć.
Bo Ty – dorosły – nauczyłeś się być „twardy”, „ogarnięty”, „zaradny”.

A dziecko w Tobie tylko patrzy zza kurtyny.

Skąd się bierze ta luka?

Z relacji. Z niedoborów. Z powtarzających się sytuacji, w których dziecko w nas musiało dorosnąć za wcześnie, albo schować emocje, żeby nie stracić kontaktu z bliskimi.
Nie trzeba przeżyć „wielkiej traumy”, by nosić w sobie dziecko, które wciąż czeka na to, że ktoś je zobaczy i ukocha.

Psychoterapia zorientowana na pracę z wewnętrznym dzieckiem opiera się na założeniu, że to, co czujemy dziś w relacjach, w lękach, w pracy, w związkach – często ma swoje źródło w dawnych relacjach, które były niedostępne, nieprzewidywalne, oschłe, zawstydzające.

Według badań (np. z obszaru psychoterapii schematów, teorii przywiązania czy neurobiologii rozwoju), wczesne relacje z opiekunami mają ogromny wpływ na sposób, w jaki później traktujemy samych siebie.
Jeśli nikt Ci nie mówił „jesteś ważny” – sam też możesz dziś nie słyszeć tego zdania od siebie.
I to nie „Twoja wina”.
To skutek. Zrozumiały. I możliwy do przepracowania.

Po co wracać do tego dziecka?

Powrót do doświadczeń z dzieciństwa nie ma na celu bezproduktywnego koncentrowania się na przeszłości. W praktyce terapeutycznej proces ten często przebiega inaczej, niż bywa to potocznie wyobrażane. Nie polega on na długotrwałym rozpamiętywaniu czy skupianiu się wyłącznie na cierpieniu, lecz na świadomym i ukierunkowanym rozumieniu jego wpływu na obecne funkcjonowanie.


To bardziej sprawdzanie:

  • Zobaczmy, jak dzisiaj reagujesz.
  • Sprawdźmy, skąd to może się brać.
  • Zobaczmy, czy to nie dziecko w Tobie właśnie teraz panikuje, bo ktoś się spóźnił albo skrytykował.

I w tym momencie zaczyna się najciekawsze:
możesz stać się dorosłym, którego to dziecko kiedyś potrzebowało.
Możesz mówić do siebie inaczej. Inaczej siebie obejmować. Inaczej reagować.

A jak wygląda praca z wewnętrznym dzieckiem?

Praca z wewnętrznym dzieckiem jest procesem, który wymaga czasu i indywidualnego podejścia. Choć mogłoby się wydawać, że istnieje jedno uniwersalne ćwiczenie prowadzące do szybkiego rozwiązania trudności, w praktyce terapeutycznej takie podejście nie znajduje zastosowania. Jest to złożony proces, obejmujący stopniowe budowanie świadomości, bezpieczeństwa oraz nowych sposobów reagowania.
Praca z tą częścią jest delikatna, emocjonalna i często rozłożona w czasie.

Zwykle obejmuje:

  • rozpoznanie: kiedy to dziecko się włącza? Jak mówi? Czego potrzebuje?
  • kontakt: czasem to dosłownie mówienie do niego (na głos albo w myślach), pisanie listów, rysowanie.
  • regulację emocji: pomaganie mu czuć to, co kiedyś było za trudne, ale teraz – w towarzystwie terapeuty – można to udźwignąć.
  • nauce nowego stylu bycia ze sobą – mniej krytycznego, bardziej wyrozumiałego. Bo nie da się wyzdrowieć z dzieciństwa, jeśli w dorosłości nadal jesteś wobec siebie jak surowy nauczyciel.

Czy to naprawdę działa?

Tak.

Badania nad terapią schematów, terapią wewnętrznego dziecka, czy podejściem psychodynamicznym pokazują, że kontakt z tą częścią siebie znacząco zmniejsza objawy depresji, lęku, poczucia pustki czy samooceny.
Ale ważniejsze od badań są te momenty, gdy pacjent/pacjentka mówi:

  • „Po raz pierwszy nie oceniłem siebie w głowie.”
  • „Zrobiłam coś dla siebie – nie po to, żeby ktoś mnie pochwalił, ale dlatego, że ja tego chciałam.”
  • „Zobaczyłem siebie małego i… coś we mnie zmiękło.”

To jest to.
Nie magia. Nie „dziecięca bajka”.
To głęboka praca z częścią, która przez lata była ignorowana.

I ona naprawdę zaczyna się zmieniać, gdy znajdzie nowego opiekuna – Ciebie.

Udostępnij:

Podobne artykuły

Jak trauma wpływa na mózg i ciało – co mówi nauka?

Niektóre rzeczy w psychice nie mają etykiety „trauma” jak jakieś oficjalne słowo w książce. One są raczej jak gęsty zapach, który raz czułeś w powietrzu, a potem każdy nowy zapach wydaje się za mocny albo za słaby.
I często to właśnie ciało pamięta to, czego umysł nie chce albo nie potrafi wypowiedzieć.

Czytaj więcej

Co to jest wypalenie zawodowe i jak mu zapobiegać?

Wypalenie to nie moment, kiedy jesteś zmęczony po ciężkim tygodniu w pracy.
To moment, kiedy od samego myślenia o poniedziałku robi Ci się niedobrze. Kiedy ekran monitora zaczyna Cię parzyć w oczy, chociaż niby wszystko jest po staremu. I kiedy mówisz sobie: „Jeszcze tylko dziś, jakoś się przemęczę…” – piąty tydzień z rzędu.

Czytaj więcej