Niektóre rzeczy w psychice nie mają etykiety „trauma” jak jakieś oficjalne słowo w książce. One są raczej jak gęsty zapach, który raz czułeś w powietrzu, a potem każdy nowy zapach wydaje się za mocny albo za słaby.
I często to właśnie ciało pamięta to, czego umysł nie chce albo nie potrafi wypowiedzieć.
Trauma – tak w uproszczeniu – to sytuacja, w której system bezpieczeństwa Twojego mózgu i ciała został przeciążony, albo po prostu nie dostałeś odpowiedzi, której wtedy potrzebowałeś.
I ten „brak odpowiedzi” zostaje z Tobą na długo. To częste nieporozumienie – myślenie, że trauma to tylko „wielkie dramaty”.
Tak, może nią być wypadek, wojna, przemoc, gwałt.
Ale też: codzienna nieobecność opiekuna, cisza tam, gdzie powinno padać „widzę Cię”, albo bycie zmuszonym, żeby nie czuć tego, co boli.
Nauka się tym zajmuje dużo dłużej niż myślano. I powoli uczy nas zdań typu:
„Trauma jest w mózgu i w ciele.”
I czasem to brzmi jak banał, ale gdy Cię boli żołądek, albo szyja, albo kiedy spanie kończy się krótkim oddechem i myślą „nie zasnę, bo coś się stanie” – to nie jest o banał.
Trauma w mózgu
Mózg nie jest jednym „centrem dowodzenia”. Jest jak orkiestra z różnymi sekcjami. Kiedy jesteśmy bezpieczni, gra to wszystko razem: emocje, myśli, ciało.
Ale trauma często powoduje, że sekcja perkusji (czyli układ alarmowy) gra za głośno, a reszta – ciszej.
Badania (takie jak te Sapolsky’ego albo Pankseppa) pokazują, że:
- ciało migdałowate – ta „czerwono – światowa” część mózgu – staje się nadwrażliwe. Reaguje na sygnały, które kiedyś były zagrożeniem i które już dawno nie są realne, ale mózg nie odróżnia „teraz” od „kiedyś”.
- hipokamp, który pomaga odróżnić przeszłość od teraźniejszości, może być mniej aktywny – stąd czasem: „serce wali jak wtedy, gdy to się wydarzyło” – choć teraz jesteś bezpieczny.
- kora przedczołowa, która odpowiada za racjonalną analizę, jest jakby trochę w trybie „off” pod wpływem przewlekłego stresu – więc emocje biorą górę nad logiką.
Brzmi naukowo, ale efekt jest taki, że Twoje ciało może krzyczeć, a głowa mówi: „to już przeszłość”. To nie jest „wymysł”. To jest nauka mówiąca o tym, że trauma zapisana jest w sieciach połączeń, które nie zawsze zależą od Twojej woli.
Trauma w ciele
Ciało pamięta.
Chcielibyśmy, żeby było inaczej – że „wypłaczę się rano i po sprawie”. Nie. Ciało wie swoje.
Kiedy jesteś w stresie, adrenalina i kortyzol płyną. Po czasie zaczyna się problem. Mięśnie się napinają, oddychanie staje się płytsze, żołądek gryzie, a serce robi swoje. I to wszystko może wyglądać jak „niespecyficzne objawy”, ale w oczach nauki – to właśnie reszta układu nerwowego ucząca się życia w trybie alarmowym.
Niektóre osoby mówią:
„Nie czuję emocji, ale moje ciało ciągle czuje.”
I nie jest to metafora wyssana z palca. To jest układ nerwowy, który został wytrenowany na przetrwanie, a nie na spokój.
Jak się pracuje z traumą:
Często pacjenci pytają:
„A jak właściwie się pracuje z traumą? Jakie są etapy i czy to naprawdę pomaga?”
Zwykle jest tak:
1. Uczenie się wchodzenia i wychodzenia z doświadczenia
To pierwszy i najważniejszy etap.
Trauma jest jak pokój, w którym kiedyś zostawiłeś fragment siebie – może nawet nie wiesz dokładnie, gdzie on siedzi. Uczymy się rozpoznawać ten pokój, otwierać drzwi do niego, wchodzić – ale też wychodzić bez paniki.
Nie po to, żeby zapomnieć o tym, co się stało, ale żeby zobaczyć, że to już więcej nie zagraża. I można to robić spokojnie, w terapii, z kimś, kto stoi obok. Najpierw z kimś. Potem samemu.
2. Dopełnienie brakujących emocji
Często w traumie emocje zostają zamrożone albo wypchnięte poza świadomość.
To jakby ktoś Ci powiedział, że te uczucia nie są ważne albo nie możesz ich pokazać.
W terapii można wrócić do tych chwil i przeżyć je tak, jak wtedy nie było bezpiecznie – ale teraz jest przestrzeń, w której nikt Cię nie ocenia, nikt Cię nie zbagatelizuje.
3. Dopełnienie brakujących reakcji
Czasami w traumie zabrakło osoby, która powinna zareagować:
kogoś, kto powiedziałby „masz prawo płakać”, „to było złe”, „jestem przy Tobie”.
Nie chodzi o odgrywanie tamtych chwil jak w filmie. Raczej o to, by w symboliczny sposób dać sobie to, czego Ci wtedy brakowało – choćby mentalnie, chociażby werbalnie, w bezpiecznym kontekście.
I tak – to może brzmi „psychoterapeutycznie” – ale nie chodzi o pakowanie traumy do pudełka i zamykanie na klucz. Chodzi o przeżycie, które nie paraliżuje, tylko uwalnia.
A czy można się wyleczyć całkowicie?
To pytanie pada w gabinetach codziennie.
I jeśli ktoś oczekuje odpowiedzi typu: „Tak, trauma się usuwa jak plamę z koszulki” – niestety nie tak to działa.
Trauma była w Twoim życiu. I nie wymaże jej nic. Ani najgłębsza terapia, ani najpiękniejsze wakacje, ani nowa miłość. Ale prawdziwa zmiana polega na świadomym widzeniu tych mechanizmów – rozpoznawaniu, kiedy „stare rany” wciąż sterują Twoimi reakcjami, relacjami, lękami.
To nie jest: „nie masz traumy = jesteś czysty jak łza”
To raczej: „teraz wiem, co się dzieje i mogę wybierać inaczej.”
Nie chodzi o wymazanie.
Chodzi o to, że to, co kiedyś było groźne, teraz nie musi Cię trzymać za gardło.
Nauka mówi, że to się dzieje naprawdę
Nie jest to tylko metafora terapeutyczna. Badania neurobiologiczne potwierdzają, że długotrwała trauma może:
- zmieniać sposób działania układu nerwowego,
- uwrażliwiać ciało migdałowate (reakcja „alarmuj”),
- osłabiać hipokamp (pamięć sytuacyjna),
- wpływać na układ hormonalny i odporność.
Czy to oznacza, że coś jest z Tobą nie tak”?
Nie.
To raczej taki bagaż, który nauczył się reagować na niebezpieczeństwo tak intensywnie, że dziś robi to tam, gdzie nie ma już realnego zagrożenia.
I to da się pokonać.


