Wstyd – nie „wstydzę się”, ale „coś jest ze mną nie tak”
Psychologowie odróżniają poczucie winy od wstydu.
- Wina mówi: „Zrobiłem coś złego.”
- Wstyd mówi: „Jestem zły. Jestem wadliwy. Jestem nie do przyjęcia.”
To uczucie, które dotyka naszej tożsamości, a nie tylko zachowania. I dlatego tak głęboko wpływa na sposób, w jaki wchodzimy w relacje:
- czy się odsłaniamy,
- czy czujemy się warci miłości,
- czy umiemy powiedzieć „potrzebuję Cię” bez drżenia.
Skąd się bierze wstyd?
Wstyd jest uczuciem społecznym – pojawia się, gdy nasze „ja” zderza się z oczami innych. Najczęściej jego korzenie sięgają dzieciństwa:
- gdy wyśmiewano nasze uczucia („Nie becz, jak baba!”),
- gdy za emocje lub błędy był karany nasz dostęp do bliskości,
- gdy doświadczaliśmy odrzucenia, zawstydzania, porównań.
Z czasem uczymy się, że „pokazywanie siebie = ryzyko bólu”. I zaczynamy zakładać maski: silnego, poprawnego, śmieszka, niezależnej.
A pod nimi – wstyd nadal działa. I nadal rządzi.
Jak wstyd wpływa na nasze relacje?
Wstyd to emocja, która zamyka. Zamyka usta, serce, ciało. Nie pozwala prosić. Nie pozwala pokazać, że coś boli.
Często prowadzi do:
- uników emocjonalnych („Nie chcę o tym rozmawiać”),
- ciągłego udowadniania swojej wartości,
- złości jako obrony („Lepiej zaatakować niż się odsłonić”),
- samoizolacji, nawet w bliskim związku.
W relacjach może prowadzić do poczucia osamotnienia: „Jestem z kimś, ale nie mogę być sobą.”

Czy można coś z tym zrobić?
Tak. Ale najpierw trzeba rozpoznać wstyd – nazwać go. Zobaczyć, kiedy w relacji zaczynamy się kurczyć, udawać, uciekać. Zadać sobie pytanie: „Czego się teraz wstydzę?”
Bo bardzo często wstyd podsuwa myśli:
– „Nie zasługuję.”
– „Nie jestem dość.”
– „Oni zaraz mnie zdemaskują.”
Ale to nie jest prawda. To są echa. Głosy przeszłości, które dziś już mogą być tylko głosami.
Leczenie wstydu zaczyna się od relacji, w której nie trzeba udawać
Psychoterapia to często jedno z pierwszych miejsc, gdzie można być sobą bez oceny. I zobaczyć, że to „ja”, które się wstydzi – jest godne troski.
Wstyd nie znika od razu. Ale można go oswoić. I wtedy staje się tylko jednym z głosów, a nie reżyserem całego życia.
Na koniec
Brené Brown, badaczka wstydu, powiedziała:
„Wstyd nie może przetrwać, gdy o nim mówimy. Gdy spotka się z empatią – znika.”
Dlatego najważniejszym krokiem w leczeniu wstydu – jest nie zostać z nim samemu. I nie udawać, że go nie ma. Bo wtedy on rządzi. Ale jeśli nazwiesz go – traci moc.


